The Devil Rides Out PosterBrytyjska wytwórnia Hammer osiągnęła u progu lat 60-tych ogromny sukces dzięki genialnej wówczas recepcie: osadzeniu klasycznego, gotyckiego horroru w kolorze i wypełnieniu go dużą dawką seksualności oraz krwistej posoki. Miarą powodzenia było także sięgniecie po sztandarowe postaci universalowej grozy (Dracula, Frankenstein albo Mumia). Pod koniec dekady rynek jednak uległ zmianie. Roman Polański wypuścił swoje Dziecko Rosemary. Szatan okazał się być dużo bardziej „trendy” niż spacerujące po wiekowych zamczyskach strachy.

Brytyjscy producenci znaleźli się w wyraźnym odwrocie, jednak wśród mniej i bardziej udanych projektów z tego okresu wyróżnia się prawdziwy diament – The Devil Rides Out z 1968 r. (w USA znany jako The Devil’s Bride). Obraz na motywach powieści Dennisa Wheatley’a wyreżyserował hammerowski maestro Terence Fisher, a w głównych rolach obsadzono Christophera Lee oraz Charles’a Graya jako naczelnego czarnego charaktera (kojarzycie go pewnie bliżej z roli Blofelda w filmie Diamenty są wieczne). Scenariusz napisał Richard Matheson, słynny amerykański pisarz i scenarzysta, twórca powieści Jestem legendą. Powstał jeden z najciekawszych obrazów w długiej historii wytwórni.

Mocata, Devil

Akcję filmu osadzono w Londynie a.d. 1929. Poznajemy historię trojga przyjaciół: księcia De Richleau, Rexa van Ryn oraz Simona Arona. Ten ostatni, najmłodszy z całej trójki i podopieczny księcia od dłuższego czasu nie daje znaku życia. Przyjaciele postanawiają odwiedzić jego dom, gdzie trafiają na zebranie czcicieli diabła. De Richleau (w tej roli Lee) będąc znawcą okultyzmu postanawia wyrwać przyjaciela spod wpływu przywódcy kultu, demonicznego Mocaty. Naszym bohaterom udaje się porwać Simona oraz inną młodą czcicielkę Szatana Tanith wprost ze zgromadzenia kultystów, tuż przed ich poświęceniem piekielnym siłom. We dworze Państwa Eaton, przyjaciół księcia i van Ryna, odbędzie się trudna walka o dusze dwójki niedawnych czcicieli, których przy pomocy czarnej magii próbuje przechwycić Mocata.

Lee

Czego w tym filmie nie ma! Mocata używa czarnej magii by zawładnąć wolą bohaterów, przyzywa nawet Anioła Śmierci, a odbywające się zgromadzenie czcicieli diabła zaszczyca Bafomet we własnej osobie. Christopher Lee w roli jego adwersarza błyszczy na ekranie. Książe de Richleau imponuje wiedzą o czarnej magii, wygłasza starożytne formuły, które nie jeden raz ocalą skórę jego przyjaciołom. Lee znany głownie z ról schwarzcharakterów wyśmienicie sprawdził się w roli pozytywnej. Nie dziwota, że była to jedna z ulubionych kreacji legendarnego aktora. Poza starciem Lee-Gray, będącym w roli Mocaty bardziej wiarygodny niż jako przeciwnik Bonda w Diamentach…, pozostałe postaci są raczej w trochę bezbarwnym cieniu (męska część publiczności może zachwycać się urodą tajemniczej Tanith).

Piekelne moce Mocaty nie wzbudzają nawet dziś pobłażliwego uśmiechu – Szatan odznacza się rogatym dostojeństwem, Anioł Śmierci grozą. Nawet przyzywane gigantyczne pająki wyglądają jak na lata 60-te całkiem dobrze. Trochę szkoda, że w filmie nie wykorzystano większego zróżnicowania lokacji – akcja rozgrywa się przeważnie na angielskich przedmieściach i dworkach. Mimo to film nie nuży, a im bliżej końca tym większe napięcie wzbudza.

The Devil Rides Out jest znakomitym przykładem filmu klasy B, który z impetem wchodzi w klasę A. Możemy postawić go na jednej półce obok cormanowych klasyków w stylu The Haunted Palace, chociaż pod względem inscenizacji ekipie Fishera daleko do kunsztu amerykańskiego reżysera. Obraz zwraca uwagę niepokojącą muzyką, bardzo podobną do innych hammerowych soundtracków. Klasyk godny polecenia, a dla fanów gatunku pozycja obowiązkowa.

Michał Raś